Wróciłem do domu jakoś przed 23:00 a że był przyjemny wieczór to nie oparłem się pokusie żeby wyskoczyć przynajmniej na chwilkę zaliczyć jakiś malutki przejazd. Nie miałem zamiaru wyjeżdżać już poza miasto, więc pozostałem na jego terenie. Niedziela - późny wieczór a właściwie już noc, więc ruchu zbyt dużego nie było. Najbardziej denerwujące jednak w takich sytuacjach jest to że nie wszystkie światła są wyłączone a niektóre fotokomórki nie widzą rowerzysty. Przejechałem przez Rynek a potem udałem się nad Maltę(jezioro). Miałem okazję posłuchać tam pięknego nocnego,bardzo intensywnego śpiewu kaczek. Wniosek mogę wyciągnąć taki że w nocy nad tym jeziorem nie da się jechać bez dobrej lampy. Większość trasy jest kompletnie nie oświetlona. Nie przypominam sobie za to, kiedy tak swobodnie mi się tam jechało. Było tam jedynie trochę spacerowiczów i biegaczy po omacku. Nie wiem jak oni sobie tam radzili, bo kompletnie nic nie widać było. Przyjemnie w nocy pojeździć.
Kiedyś tak jechałem bez świateł w nocy na szosie i skończyło się defektem tylnej obręczy. Nie polecam. I nie polecam też za bardzo się rozpędzać w takich warunkach.
U mnie o 23 jest raczej pustawo w mieście więc spokojnie można polatać po chodnikach :) a wybierając się nieco poza centrum to już dobre oświetlenie trzeba mieć, ot choćby po to by ujrzeć innych pseudorowerzystów bez żadnego światła z przodu, tzw. kamikadze :)
Dokładnie, no ale to dynamo. Więc świeci jak jedziesz i trzeba utrzymywać też prędkość. Ale przy 20km/h spokojnie jasno i daleko bije. Tyle, że ciężej :).... Można podjazdy ćwiczyć ;]
Na oświetlenie nie narzekam. Używam ledowej latarki rowerowej, ale tez mam dynamko 6W, z większym przełożeniem mocy na przód. Na przodzie mam dużym klosz i żarówkę kryptonową. Ładuje porządnie. Spokojnie 50-70 metrów oświetlenia :)
Ja tam za miasto w nocy się raczej nie wybieram. Jakaś ewentualna awaria wtedy jest podwójnie kłopotliwa co najmniej. Załatw sobie porządne szperacze, baterię na bagażnik, to może Paula nie będzie się bała.
U nas to samo.... przejadą pracownicy drugich zmian i pustka.... No chyba, że weekend. Wtedy to niektóre osiedla żyją ;) Próbuje ostatnio namówić znajomych na jazdę po północy, poza miastem. Wtedy na bocznych drogach jest całkiem ciemno.... Zajebisty klimat, tylko my, rowery i nasze latarki. Ale kurde dziady zawsze się wykręcą. Samemu mi się nie chce, a Paula się boi.... Nie dogodzisz ;]
To u nas tak pięknie nie jest. Rowerów prawie nie widać po 23, tylko samochodów jeszcze trochę. Za to po północy miasto umiera - przynajmniej w niedzielę. Puste ulice, puste chodniki. Nie ma niczego jak u Konona, he.
Uwielbiam nocna jazdę po mieście :) Tylko u nas są jeszcze nocne godziny szczytu i pomiędzy 22.30 a 23.30 ruch jest spory :). Ale cieszy, że w większości rowerowy. Jest ciepło i coraz więcej ludzi jeździ rowerem do pracy :). W tych godzinach na ścieżkach tłok :D