Było dzisiaj to wydarzenie w Lednicy więc postanowiłem się przejechać zobaczyć jak to tam wygląda, bo nigdy nie byłem. Przejechałem sobie bocznymi drogami, bo tak lubię najbardziej. Wychodzi większa odległość niż głównymi, ale to i lepiej w sumie. Udało mi się wejść na teren pól Lednickich jakoś tak że się nie rejestrowałem, ani nie płaciłem, bo nawet nie wiedziałem że to trzeba. Jak wracałem z Komorowa to dopiero się o tym dowiedziałem, kiedy chciałem wejść jeszcze raz, zobaczyć co tam jeszcze się dziać może. Spotkałem tam księdza z technikum i poznałem nowego koleszkę, który był tam w służbach porządkowych. Żeby nabić jeszcze kilka kilometrów przejechałem się do Komorowa, gdzie kupiłem dwie mineralki, bo już na rezerwie jechałem, oraz loda pt Kaktus. Jakoś w Tucznie kupiłem sobie jeszcze jednego bo tak mi zasmakowało.
Szybko zaplanowany wyjazd do Lednicy. Miałem zamiar machnąć tego dnia setkę, więc musiałem trochę rozwlec tę trasę. Końcowe kilometry robiłem już na pustym zbiorniku i przy życiu trzymała mnie tylko świadomość że mam piwo w lodówce i z każdym kilometrem jestem go bliżej. Bardzo przyjemny wyjazd, świetna pogoda, mimo że momentami dosyć mocno wiało jak zawsze w twarz.
Premierowy wyjazd Viperem. Przejazd przez cały Poznań, okolice Malty i wyjazd przez Starołękę. Po drodze napotykałem na swojej drodze wielu kolarzy, oraz miłych gestów z ich strony. Po dotarciu do Mosiny objeździłem miasteczko, gdzie nic szczególnego nie znalazłem. Jakiś festyn chyba był tam, ale już sprzątali wszystko. Zadzwoniłem do kolegi i pojechałem go odwiedzić do miasteczka Krosinko, które jest zaraz obok. Stamtąd już kierowałem się do domu. Po drodze jeszcze pokręciłem się po Poznaniu. Pogoda była ładna, choć dość niepewna. Momentami spory wiatr i ciemne chmury.
Niedzielna wycieczka z bratem i ojcem. Dojazd ulicą Obornicką do Łagiewnickiej z której to wjechaliśmy na poligon. Przejeżdżając go dotarliśmy do Biedruska, gdzie porzegnaliśmy ojca. Następnie w Bolechowie skręciliśmy w lewo i dojechaliśmy do Murowanej Gośliny. Objechaliśmy miasteczko dookoła i trasą 196 wróciliśmy do Bolechowa i następnie przez Biedrusko, poligon i Obornicką dotarliśmy do domów.
Po dwu tygodniowej przerwie, wybrałem się z bratem na mały przejazd, nad Maltę. Nie było jakiegoś strasznego tłoku, więc dało się pojeździć. Zaliczyliśmy sześć kółek. Policja na rowerach jakieś mandaty wystawiała rowerzystom i motocyklistom.
Sobotnie popołudnie nie mogło być zmarnowane, skoro tylko była możliwość. Pogoda prawie że idealna. Temperatura wahała się w okolicach 16 stopni, mimo że prawie bezchmurne niebo nad głową miałem przez cały przejazd. Było dosyć wietrznie. Meszki już zaczęły ostro atakować. Po powrocie zaraz trzeba do Biedronki, bo lodówka pusta jak zwykle a jeść się chciało obficie. Wyjazd - kierunek Kaźmierz (przyjemne miasteczko). Wjazd do Kaźmierza.
Mapka, jak to się jechało.
To co lubię najbardziej - pole i przyzwoita droga. Tylko ja, wielkie puste przestrzenie i maszyna między nogami. |
Drugi już przejazd techniczny po remoncie tego roweru. Pierwszy po trzech kilometrach zakończył się defektem. Chwila nieuwagi w nocy spowodowała zgięcie tylnej obręczy po wpadnięciu w wyrwę. Uderzenie było bardzo potężne. Ogumienie też uległo uszkodzeniu. Nie było czego opisywać. Drugi przejazd techniczny zakończony powodzeniem. Trasa na Cytadelę i niedalekie okolice. Mondia "2" - po remoncie