Samotny późno-popołudniowy wyjazd. Najpierw w odwiedzinach u rodziców a potem w trasę. Mało jeszcze jeździłem, więc bez rewelacji, ale przyjemnie było. Lekki deszczyk też był całkiem miły. Taki przejazd od mostu do mostu to był.
Dojazd głównie asfaltami do jeziora Strzeszynek, jeden jego objazd, następnie przejazd nas Rusałkę. Stamtąd trasa ulicą Dąbrowskiego do ścisłego centrum. Przejazd przez Stary Rynek i dojazd do jeziora Maltańskiego, jeden jego objazd i powrót do domu. Tym razem forma była znacznie lepsza. Jeszcze nie taka jak wcześniej, ale już nie było tak źle. Tylko mały, krótki kryzys na początku przejazdu, spotęgowany przez silny wiatr. Skręcił bym jeszcze kilka kilometrów, ale bardzo mocno głód mnie zaczął gnębić i nad Maltą myślałem już tylko o bigosie, który dostałem od matki.
Dojazd ulicą Obornicką, przejazd przez poligon w obie strony i powrót tą samą trasą. Idealna pogoda z minimalnym wiatrem. Niewielki dystans ale w miarę intensywny. .
Mały wyjazd nad jezioro Rusałka. Jazda po tamtejszych terenach. Po ostatnich deszczach miejscami było trochę błota. W drodze powrotnej wpadłem jeszcze do rodziców na chwilę. Ostatnio przesiliłem sobie ręce i trochę mnie pobolewały jeszcze, ale po tej jeździe jest jakby lepiej z nimi. Objeździłem przy okazji Park Sołacki. Bardzo mi się tam podoba.