Było dzisiaj to wydarzenie w Lednicy więc postanowiłem się przejechać zobaczyć jak to tam wygląda, bo nigdy nie byłem. Przejechałem sobie bocznymi drogami, bo tak lubię najbardziej. Wychodzi większa odległość niż głównymi, ale to i lepiej w sumie. Udało mi się wejść na teren pól Lednickich jakoś tak że się nie rejestrowałem, ani nie płaciłem, bo nawet nie wiedziałem że to trzeba. Jak wracałem z Komorowa to dopiero się o tym dowiedziałem, kiedy chciałem wejść jeszcze raz, zobaczyć co tam jeszcze się dziać może. Spotkałem tam księdza z technikum i poznałem nowego koleszkę, który był tam w służbach porządkowych. Żeby nabić jeszcze kilka kilometrów przejechałem się do Komorowa, gdzie kupiłem dwie mineralki, bo już na rezerwie jechałem, oraz loda pt Kaktus. Jakoś w Tucznie kupiłem sobie jeszcze jednego bo tak mi zasmakowało.
Szybko zaplanowany wyjazd do Lednicy. Miałem zamiar machnąć tego dnia setkę, więc musiałem trochę rozwlec tę trasę. Końcowe kilometry robiłem już na pustym zbiorniku i przy życiu trzymała mnie tylko świadomość że mam piwo w lodówce i z każdym kilometrem jestem go bliżej. Bardzo przyjemny wyjazd, świetna pogoda, mimo że momentami dosyć mocno wiało jak zawsze w twarz.
Wyjechałem z Poznania przez Koziegłowy. Miałem dotrzeć bocznymi drogami do Lednogóry, jednak trochę pobłądziłem z bratem. Jechaliśmy cały czas Poznańską, przez Kicin i Puszczę Zielonkę. Ciężko mi odwzorować dokładnie tą trasę. Tyle co pamiętam to jechaliśmy przez Mielno, trasa nie była zbytnio kombinowana. W większości głównymi drogami, ale tymi bocznymi. Potem jechaliśmy jakoś przez Dębogórę, Karłowice, Tuczno, Wronczyn, Złotniczki, Nadrożno. Ulicą Goślińską wjechaliśmy do Pobiedzisk i tam krótki odcinek przejechaliśmy krajową 5-tką, do ulicy Kiszkowskiej, którą muszę pochwalić za wspaniały asfalt. Tą drogą jechaliśmy następnie przez miejscowość o śmiesznej nazwie Główienka, następnie przez: Pomarzanowice, Pomarzanki, nawet Łagiewniki pojawiły nam się po drodze, ale były bardzo małe. Potem był Sroczyn i Popkowice, gdzie odbiliśmy do Węgorzewa, bo coś tam z kiedyś kojarzyłem tą miejscowość. Następnie był Ujazd, Sławno i Komorowo. Pomiędzy tymi ostatnimi dowiedziałem się od ludzi że mamy jechać na Siemianowo i Dziekanowice, żeby dostać się do Lednogóry, więc tak też pojechaliśmy. Przejechaliśmy tam też kawałek Piastowskim Traktem Rowerowym. Potem wbiliśmy się na krajową 5-tkę a chwilę potem zjechaliśmy z niej w Lednogórze i jechaliśmy przez Rybitwy. Przed Skrzetuszewem zatrzymaliśmy się na minutę, bo potrzebowałem odelżyć się o parę mililitrów. Następnie (bo ciemno się zaczęlo robić) zawróciliśmy do 5-tki i nią wróciliśmy do Poznania, wjeżdżając do niego ulicą Główną. Teraz jak patrzę na mapę to widzę jaką pętlę zrobiliśmy, w planach miałem trochę mniejszą, ale przynajmniej przeszedłem w końcu próg 100km. Nie do końca planowana, całkiem długa pętla. |