Samotny późno-popołudniowy wyjazd. Najpierw w odwiedzinach u rodziców a potem w trasę. Mało jeszcze jeździłem, więc bez rewelacji, ale przyjemnie było. Lekki deszczyk też był całkiem miły. Taki przejazd od mostu do mostu to był.
Dojazd głównie asfaltami do jeziora Strzeszynek, jeden jego objazd, następnie przejazd nas Rusałkę. Stamtąd trasa ulicą Dąbrowskiego do ścisłego centrum. Przejazd przez Stary Rynek i dojazd do jeziora Maltańskiego, jeden jego objazd i powrót do domu. Tym razem forma była znacznie lepsza. Jeszcze nie taka jak wcześniej, ale już nie było tak źle. Tylko mały, krótki kryzys na początku przejazdu, spotęgowany przez silny wiatr. Skręcił bym jeszcze kilka kilometrów, ale bardzo mocno głód mnie zaczął gnębić i nad Maltą myślałem już tylko o bigosie, który dostałem od matki.
Zorganizowany osiedlowy wyjazd do Biedruska przez poligon. Na miejscu darmowa rozwodniona grochówka. Jechałem tylko z bratem. Po jedzeniu odłączyliśmy się od grupy i pojechaliśmy do Murowanej Gośliny. Tam zaliczyliśmy parę objazdów a w drodze powrotnej, znowu w Biedrusku zatrzymaliśmy się na trwającym tam festynie. Następnie powrót do domu też przez poligon. Średnia słaba, bo grupa jechała bardzo wolno ze względu na obecność dzieci. Sam zostałem zaskoczony olbrzymim spadkiem mocy. W drodze powrotnej bardzo mocno słabnąłem. Nie wiem czy było to spowodowane długą przerwą, czy przez to że na początku, długo jechałem wolno jak nigdy (10 - 15 km/h) i przez to moment kryzysu tak bardzo się wydłużył. Mam nadzieję że to drugie było powodem, bo nie pamiętam kiedy tak słabo było ze mną. Może jeszcze to dzisiaj był taki kiepski dzień ogólnie i mi nie szło na rowerku a Adamkowi na ringu. Nie liczyłem na jego wygraną ale na pewno mógł pokazać więcej.
Mały wyjazd nad jezioro Rusałka. Jazda po tamtejszych terenach. Po ostatnich deszczach miejscami było trochę błota. W drodze powrotnej wpadłem jeszcze do rodziców na chwilę. Ostatnio przesiliłem sobie ręce i trochę mnie pobolewały jeszcze, ale po tej jeździe jest jakby lepiej z nimi. Objeździłem przy okazji Park Sołacki. Bardzo mi się tam podoba.
Niedzielny rodzinny wyjazd z ojcem i bratem. Celem była Malta. Już prawie na miejscu, tj na Śródce brat złapał kapcia z przodu. Pojechałem z ojcem po samochód. Nie jechałem już z nim po brata żeby miejsca nie zajmować. Skoczyłem sobie więc na cmentarz odwiedzić dziadków. Następnie lekkim zygzakiem pojechałem znowu na Maltę. Objechałem ją dwa razy i wróciłem do domu. Średnią dało mi się podnieść tylko do takiego poziomu po ponad 20km z AVG około 16km/h. .
Popołudniowy objazd zachodniej strony Poznania. Wyjazd w Kiekrzu, wjazd w Plewiskach. Momentami dosyć wietrznie i parno. Po ok 30km jakoś ciężko mi się zaczęło jechać. Miałem kiepski dzień, albo zbyt długo ostatnio nie jeździłem. Po drodze miałem okazję podziwiać jelonka w znacznym stopniu rozkładu. Mogłem mu zrobić zdjęcie, ale kiedy obok niego przejeżdżałem czuć było tak niesamowity smród że nie chciałem już do niego zawracać.
Wyjazd z bratem do Zakonu Księży Werbistów w Chludowie. Chciałem zrobić sobie zdjęcie z pawiem, ale dotarliśmy po 18:00 i już były zwierzęta pochowane. Okazało się że zwiedzanie jest tam teraz do 17:00 tylko. Na terenie Chludowa w otoczeniu pięknego parku znajduje się Klasztor Księży Werbistów SVD, oraz Dom Sióstr Służebnic Ducha Świętego. Obiekt ten zlokalizowany jest przy ulicy Kościelnej, mieści się w nim Seminarium Duchowne, dwie kaplice, miejsce pamięci o. Mariana Żelazka, oraz muzeum etnograficzne. Budynek otoczony jest obszernym parkiem gdzie można znaleźć wiele gatunków ptaków w wolierze i otoczeniu, grotę z figurą Matki Boskiej, a także staw, boisko, oraz sad i ogród warzywny. Park udostępniony jest w określonych godzinach do zwiedzania, dzięki temu staje się idealnym miejscem na spacery i zadumę.